Randki Moto - oferty Rozrywka Ogloszenia Dla Dzieci




Na skróty:
Ogłoszenia Motoryzacyjne
Ogłoszenia Drobne
Dla Samotnych
Dowcipy
Wiersze
Gry
Dla Dzieci
Film Dnia

Tottenham: nigdy was nie znudzimy

W gruncie rzeczy cieszę się bardzo, że do ostatnich chwil przed meczem Interu z Tottenhamem pochłaniała mnie sprawa Rooneya.

Wielka Liga Jasnowidzów 3.0

Nowy sezon NBA zaczyna się w nocy z wtorku na środę. Zaczyna się od mocnego uderzenia: Boston kontra Miami. A my po okresie spowolnionego blogowania i snu letnio - jesiennego szykujemy się do nowego sezonu NBA i rozpoczynamy naszą tradycyjną zabawę w Koszykarskiego Jasnowidza Roku, ściągniętą od Rafała Steca. Pierwszą edycję wygrali nedops i szypul, którzy prawidłowo odpowiedzieli na połowę z 40 pytań. Drugą - boomsy, który poprawnie odpowiedział na 23 z 50 pytań. Pora na edycję trzecią. Poprzeczka znowu idzie w górę, tym razem aż 70 pytań . Zobaczymy, czy będzie am się chciało odpowiadać. I mamy nadzieję, że el_horse tradycyjnie pomoże w zliczaniu tego wszystkiego. UWAGA: wszystkie dane w pytaniach 1-50 podajemy na koniec sezonu zasadniczego! 1. Najlepsza drużyna w sezonie zasadniczym (miasto klub) 2. Najgorsza drużyna w sezonie zasadniczym (miasto klub) 3. Największy progres season to season (miasto klub) 4. Największy regres season to season (miasto klub) 5. MVP sezonu zasadniczego (nazwisko) 6. Rookie of the Year (nazwisko) 7. Coach of the Year (nazwisko) 8. Most Improved (nazwisko) 9. Obrońca roku (nazwisko) 10. Rezerwowy roku (nazwisko) 11. Król strzelców (nazwisko) 12. Król asyst (nazwisko) 13. Król zbiórek (nazwisko) 14. Król bloków (nazwisko) 15. Król przechwytów (nazwisko) 16. Król procentowy trójek (nazwisko) 17. Król procentowy rzutów wolnych (nazwisko) 18. Król procentowy rzutów z gry (nazwisko) 19. 'Król' strat 20. Rekord punktowy LeBrona (-40, 41-45, 46-50, 51-55, 56-60, 60+) 21. Rekord punktowy Kobego (-40, 41-45, 46-50, 51-55, 56-60, 60+) 22. Rekord punktowy Duranta (-40, 41-45, 46-50, 51-55, 56-60, 60+) 23. Rekord punktowy D-Wade'a (-40, 41-45, 46-50, 51-55, 56-60, 60+) 24. Rekord strzelecki w jednym meczu (nazwisko) 25. Rekord strzelecki w jednym meczu (ilość pkt. -50, 51-55, 56-60, 61-65, 66-70, 70+) 26. Rekord zbiórek w jednym meczu (nazwisko) 27. Rekord zbiórek w jednym meczu (ilość zb. -20, 21-22, 23-24, 25-26, 27+) 28. Rekord asyst w jednym meczu (nazwisko) 29. Rekord asyst w jednym meczu (ilość asyst -14, 15-16, 17-18, 19-20, 21+) 30. Rekord bloków w jednym meczu (nazwisko) 31. Rekord bloków w jednym meczu (ilość bloków -8, 9, 10, 11, 12+) 32. Rekord strat w jednym meczu (nazwisko) 33. Król strzelców Miami Heat (nazwisko) 34. Procent Shaqa z wolnych (-40%, 40-45%, 45-50%, 50%+) 35. Średnia zbiórek Shaqa (-4, 4-6, 6-8, 8-10, 10+) 36. Średnia punktowa Shaqa (-6, 6-8, 8-10, 10-12, 12-14, 14-16, 16+) 37. MVP Meczu Gwiazd (nazwisko) 38. Zwycięzca Konkursu Wsadów (nazwisko) 39. Zwycięzca Konkursu Trójek (nazwisko) 40. Zwycięzca Meczu Gwiazd (Wschód, Zachód) 41. Shaq w Meczu Gwiazd (TAK, NIE) 42. Rekord punktowy Shaqa (-10, 11-15, 16-20, 21-25, 26-30, 31+) 43. Średnia minut Shaqa (-15, 15-20, 20-25, 25-30, 30+) 44. W ilu meczach zagra Shaq (-30, 31-40, 41-50, 51-60, 61-70, 70+) 45. Iverson zagra w tym sezonie w NBA (TAK, NIE) 46. Gortat na koniec sezonu w Orlando (TAK, NIE) 47. Carmelo na koniec sezonu w Denver (TAK, NIE) 48. Chris Paul na koniec sezonu w Hornets (TAK, NIE) 49. Ilość meczów, w których zagra Gortat (-40, 41-50, 51-60, 61-70, 70+) 50. Rekord punktowy Gortata (-12, 13-17, 18-22, 23-27, 28+) 51. Rekord zbiórek Gortata (-8, 9-10, 11-12, 13-14, 15+) 52. Średnia minut Gortata (-12, 12-15, 15-18, 18-21, 21+) 53. Liczba zwycięstw New York Knicks (-30, 31-35, 36-40, 41-45, 46-50, 51+) 54. Liczba zwycięstw Miami Heat (-50, 51-55, 56-60, 61-65, 66-70, 71+) 55. Liczba zwycięstw Boston Celtics (-45, 46-50, 51-55, 56-60, 61-65, 66+) A na deser tradycyjnie pytania playoffowe: 56. Jak skończą Heat (runda zasadnicza, pierwsza, druga, finał konferencji, finał NBA, mistrz) 57. Jak skończą Thunder (runda zasadnicza, pierwsza, druga, finał konferencji, finał NBA, mistrz) 58. Jak skończą Lakers (runda zasadnicza, pierwsza, druga, finał konferencji, finał NBA, mistrz) 59. Jak skończą Celtics (runda zasadnicza, pierwsza, druga, finał konferencji, finał NBA, mistrz) 60. Jak skończą Magic (runda zasadnicza, pierwsza, druga, finał konferencji, finał NBA, mistrz) 61. Jak skończą Knicks (runda zasadnicza, pierwsza, druga, finał konferencji, finał NBA, mistrz) 62. Jak skończą Bulls (runda zasadnicza, pierwsza, druga, finał konferencji, finał NBA, mistrz) 63. Jak skończą Mavericks (runda zasadnicza, pierwsza, druga, finał konferencji, finał NBA, mistrz) 64. Jak skończą Blazers (runda zasadnicza, pierwsza, druga, finał konferencji, finał NBA, mistrz) 65. Jak skończą Spurs (runda zasadnicza, pierwsza, druga, finał konferencji, finał NBA, mistrz) 66. Mistrz NBA (miasto klub) 67. Wicemistrz NBA (miasto klub) 68. MVP finałów (nazwisko) 69. Ilość meczów w finałach (4,5,6,7) 70. Król strzelców finałów (nazwisko) MiniFAQ: Odpowiadajcie proszę tradycyjnie w komentarzach tylko do tej notki, nie zmieniając kolejności od 1 do 70, przeklejając po prostu pytania z notki (w nawiasie podpowiadamy co i jak należy wpisać) albo bez przeklejania. Przy królach bierzemy oczywiście średnią (asyst, punktów, zbiórek, bloków, celność za 3, z wolnych, z gry) na mecz na koniec sezonu. No i trzeba zagrać powiedzmy w 60% meczów, żeby się na takiego króla załapać a w przypadku trójek - rzucać przynajmniej 100 razy (czyli jeśli np. Shaq rzuci jedną trójkę w sezonie i trafi - to się nie łapie). Jeśli przy rekordzie strzeleckim (pkt. 24 i kolejne) dwóch zawodników będzie miało taki sam rezultat x - wygrywa ten, który rzuci x punktów jako pierwszy. Przy równych bilansach (pkt. 1,2) obowiązują takie same reguły jak w samej lidze (bilans meczów bezpośrednich, itd.). Przy remisie przy największym postępie, regresie (3,4) - decyduje pułap, z którego się zaczynało (niższy przy progresie, wyższy przy regresie). Przy ew. remisach w głosowaniach na koniec sezonu (MVP, ROY, COY - 5,6,7) oraz innych teoretycznych remisach - oczywiście honorujemy obie odpowiedzi. Powodzenia i niech wygra najlepszy. Aha, dedlajn północ z wtorku na środę.

Opowieść o synu marnotrawnym

Możliwość pierwsza: Wayne Rooney świetnie wie, co robi. Sytuacja w Manchesterze United przypomina losy podupadającego imperium. Starzejący się monarcha wciąż rządzi żelazną ręką, ale nie potrafi powstrzymać pogłębiającego się rozkładu.

Prawo Murphy'ego

Pomyłki sędziów i bramkarzy zdominowały dyskusje wokół weekendowych meczów Premier League, ale główny temat ostatnich tygodni – wślizgi – wciąż nie pozwalał o sobie zapomnieć.

Panowie urzędnicy!

Włączenie Krakowa do listy mias-gospodarzy siatkarskich mistrzostw świata to rzecz zaskakująca. Zaskakująca dlatego, że stolica Małopolski jest na szarym końcu, jeśli chodzi o halę. Bo hali jeszcze budować nie zaczęto. W Częstochowie, która z Krakowem ma rywalizować, rośnie zaś obiekt na niecałe 8 tysięcy widzów. Określenie przez PZPS 'Kraków lub Częstochowa' to naturalna forma zabezpieczenia, na wypadek, gdyby Kraków z wybudowaniem hali nie zdążył. Ale nawet gdyby hala miała powstać na czas, widziałem dwa zagrożenia, które jednak prędko wybito mi z głowy. Po pierwsze, hala w Krakowie mogłaby być za duża. Siatkówka (szczególnie w Polsce traktowana jako sport narodowy) nabiera pokory przy okazji każdych mistrzostw świata lub Europy, bo zawsze jest problem z zapełnieniem trybun. Kraków na pewno meczu reprezentacji Polski by nie dostał. A trudno przypuszczać, żeby na spotkanie Kamerunu, Iranu czy Australii przyszedł komplet publiczności. Pod tym względem lepsza zdaje się nie krakowska 15 tysięczna hala, lecz częstochowska - o połowę mniejsza. Uspokoił mnie jednak w tej kwestii prezes tajemniczej instytucji o nazwie Agencja Rozwoju Miasta, która prowadzi inwestycję pod Wawelem. Na nowoczesnym obiekcie będzie się bowiem dało 'wymknąć', czyli po prostu zasłonić część trybun i nawet 5 tysięczna publiczność nie sprawi złego wrażenia. Druga rzecz to brak siatkarskich tradycji, który Krakowowi od wielu lat doskwiera. W damskiej odmianie tego sportu nie jest jeszcze źle, bo region reprezentuje drużyna z Muszyny. Pod tym względem Częstochowa jest zdecydowanie do przodu. Tu jednak rolę środka uspokajającego odegrał rzecznik PZPS Kamil Fedorowicz. Chcemy promować siatkówkę w całej Polsce, a nie tylko w tych miejscach, które z siatkówką się kojarzą, czyli w Katowicach, Łodzi czy Wrocławiu. Nic tylko próbować. Radni jednak zastrzegli, że budowa nie ruszy, dopóki nie znajdzie się operator nowego obiektu. Wszystko po to, by uniknąć sytuacji ze stadionem Wisły. Miasto spięło się na wieść o możliwości organizacji Euro. Powiększyło stadion Wisły o 10 tysięcy widzów. Euro przeszło koło nosa, został zaś niezbyt urodziwy obiekt piłkarski, z którym są teraz same problemy. W kwestii hali obrana droga wydaje się słuszna. Grezechem byłoby jednak szansy nie wykorzystać. Zatem drodzy panowie urzędnicy! Dogadajcie się z operatorem, zacznijcie budować, i dajcie coś mieszkańcom na polu sportu! Owszem, tam są dwie drużyny w piłkarskiej ekstraklasie. Są najlepsi w hokeju i koszykówce. Jest Agnieszka Radwańska i Robert Kubica. Ale to wszystko akurat nie jest waszą zasługą...

Pokonać Legię na Łazienkowskiej - bezcenne

Nie, to nie będzie notka o Lechii Gdańsk. To będzie notka osobista. W ostatnią niedzielę klub mojego 9-letniego syna, SEMP Ursynów, w ramach Ligi Orlików pojechał do jaskini lwa, na Łazienkowską, na mecz z niepokonaną dotychczas Legią. Poprzednie wyniki Legii nie nastrajały optymistycznie. Z Gwardią - 9:5. Z Deltą 14:0. Z Drukarzem 18:1. Ze Zwarem 19:1. I z Józefovią 9:3. SEMP w pierwszych pięciu kolejkach wygrał 4 mecze, raz przegrał. W przeszłości obie drużyny grały ze sobą pewnie z 5-6 razy. Zawsze wygrywała Legia. Zazwyczaj wysoko. Dawid pojechał więc na pojedynek z Goliatem. Na jego terenie. W meczach 10-latków rozgrywane są cztery kwarty, każda po 15 min. Zaczęło się dobrze, jedna z pierwszych akcji SEMPa, faul obrońcy na Tomku w polu karnym, rzut karny, precyzyjne uderzenie samego poszkodowanego, piłka odbija się od słupka i jest 1-0. Ale po kilku minutach Legia wyrównuje. W drugiej kwarcie trwa zażarta walka, ale wynik się nie zmienia. Do przerwy 1-1. Dobry wynik. Trzecia kwarta to popis gry chłopców z SEMPa. Najpierw rzut wolny z daleka, Tomek ni to strzela, ni to dośrodkowuje, bramkarz odbija piłkę, ale Hubert dobija główką i jest 2-1. Chwilę później kolejny kontratak, Wojtek wychodzi sam na sam z bramkarzem i pewnie strzela. 3-1 po trzech kwartach. Czwarta kwarta to już huraganowe ataki Legii i kontrataki SEMPa. W bramce SEMPa cudów dokonuje Robert, ale w końcu na 3 min. przed końcem kapituluje. 3-2. Przez ostatnie dwie minuty trwa oblężenie, ale udaje się dowieźć wynik do końca. 3-2. Z Legią. Na Łazienkowskiej. Chłopcy zostawili na boisku mnóstwo serca. Michał upadając doznał bolesnej kontuzji ręki (a mimo to w drugiej połowie na własną prośbę wrócił jeszcze na kilka minut na boisko). Thom na krok nie odstępował i prawie wyłączył z gry najgroźniejszego zawodnika Legii, Mikołaja. Mój Tymon lekko skręcił kostkę. Tomek doznał w starciu z przeciwnikiem kontuzji łydki, drugi Michał stłukł kolano. Ale wygrali. Okazuje się, że jak Dawid bardzo chce, to może - nawet z Goliatem. Zobaczyliśmy w ostatnią niedzielę u tych 10-latków to, co chcielibyśmy zobaczyć o naszych orłów w czerwcu 2012. Bo w meczu z drugą ekipą Ekwadoru - tak jak w wielu poprzednich - tego zabrakło. PS. Na koniec kilka kropli dziegciu w tej beczce miodu. Plus miniapel osobisty. Po meczu kilku rodziców z Legii wykrzykiwało do sędziego przy dziesięcioletnich piłkarzach kawałki typu: 'Nieźle wydrukowaleś oszuście!' 'Okulary se kup ślepoto!' 'Ile Ci SEMP zapłacił?' 'Na rewanż przywieziemy swojego sędziego!' Niestety nie była to pierwsza tego typu sytuacja. W przegranym przez nas w innej grupie kilka tygodni wcześniej 3:4 meczu z SF Wilanów, 2 bramki dla przeciwnika padły po (jak się nam wydawało) błędach sędziego. Wówczas kilku rodziców SEMPowych zachowywała się identycznie. Wysyłali sędziego do Fryzjera do Wrocławia, wyzywali od drukarzy i baranów, prowokowali nawet zaczepkami slownymi 10-letnich piłkarzy drużyny przeciwnej. Nie żebym sugerował, że takie zachowanie jest typowe tylko dla kibiców piłkarskich - w czerwcu mój syn grał w lidze koszykarskiej i kiedy przy remisie w ostatnich sekundach, sędzia odgwizdał faul chłopca z Radomia, z trybun gości posypały się pod jego adresem takie joby, że uszy zwiędłyby nawet kibolom. A kiedy zwróciłem krewkiemu tatusiowi uwagę, takie same wiąchy (sp... ch...) posypały się i pod moim adresem. W każdym z tych przypadków było mi (choć próbowałem te zachowania temperować) tak samo wstyd. Czułem się, jak na meczu dorosłym, wśród kiboli, w najgorszym rozumieniu słowa 'kibol'. A przecież zachowując się tak na meczach dzieciaków, wpajamy im jak najgorsze stereotypy. Nikt z nas, rodziców, nie ma w takiej sytuacji szans być obiektywny. Kiedy nasze dziecko się przewraca, zawsze będziemy widzieli w takiej sytuacji brutalny faul rywala, podczas gdy jego ojciec zobaczy czysty wślizg. Ale nawet jeśli pomyłka sędziego jest ewidentna, powinniśmy dzieciom tłumaczyć, że to jest właśnie - tylko i aż - pomyłka, zwykły ludzki błąd. Nie możemy człowieka obrażać, wyzywać, czy sugerować najgorszego (złodziej, oszust, drukarz, sprzedawczyk, łapówkarz). Przecież to grają dziesięciolatki na litość boską. Czego ich to uczy? PS2. Ponieważ zazwyczaj przy takich notkach pojawiają się głosy, że co to za wyrodny ojciec zmusza dziecko do ciężkich treningów - odpowiadam - wielokrotnie namawiałem syna, żeby coś odpuścił bo np. w niedzielny poranek są fajniejsze rzeczy do roboty (np. napisać nową notkę na blogaska) niż podróż do Józefowa na 9 rano na mecz. Niestety - póki co, jest asertywny. PS3. Relację i zdjęcia można też znaleźć na stronie Legii.

Liverpoolski wirus

W zasadzie moja obecna kondycja z ostatnich dni przypomina kondycję jednego z najbardziej zasłużonych klubów w historii nie tylko angielskiej piłki.

Nie udało się Panom, może uda się Paniom?

Mistrzostwa świata siatkarzy zakończone, rozpamiętywanie klęski Polaków chyba również. Pora zająć się tematami przyjemniejszymi. Za 2 i pół tygodnia na japońskie parkiety wybiegną polskie siatkarki. Sytuacja Polek z pozoru jest równie niewesoła jak Polaków. Bo z Mistrzostw Świata medali nie przywoziły nawet wtedy, kiedy (2003 i 2005) były rządziły w Europie. Bo ostatni poważny sprawdzian, Finał Grand Prix, zakończyły na ostatnim miejscu. Bo najlepsza w ostatnich latach polska siatkarka, Kasia Skowrońska, nie może wrócić do optymalnej dyspozycji po kontuzji. Bo trener zdecydował, że Skowrońska i rozgrywająca Katarzyna Skorupa na Mundial nie pojadą. Bo okoliczności ich nie-powołowywania są niejasne. Bo media rozpisywały się sporo o konflikcie tejże Skowrońskiej, z drugą gwiazdą i Miss Reprezentacji, Anią Barańską / Werblińską. Bo zdaje się, że trener Matlak nie potrafi nad tym babińcem zapanować. W zeszłym roku, podczas ME, też wydawało się, że Matlak nad dziewczynami nie panuje. I rzeczywiście - dobra gra zaczęła się dopiero wtedy, kiedy po nagłej chorobie żony Matlak musiał drużynę opuścić i do sukcesów poprowadził je drugi trener, Piot Makowski. Teraz Matlak wrócił, a wraz z nimi dyskusje - czy radzi sobie z dziewczynami, czy nie jest zbyt konfliktowy i wybuchowy. A zatem możecie być spokojni - tym razem nie będzie wielkiej ogólnonarodowej histerii i medialnego pompowania balona pod hasłem 'Polki jadą na Mundial po złoto - bo jeśli nie teraz, to kiedy?'. Nie będzie, chociaż - wbrew pozorom - szanse na miejsce pań w czwórce są - i to są dużo większe, niż to miało miejsce w przypadku panów. Po pierwsze - losowanie. Jak już wspominaliśmy w notkach poświęconych panom - w siatkówce losowania mają to do siebie, że sprzyjają gospodarzom. W zakończonych właśnie we Włoszech MŚ panów, najkorzystniejszą drabinkę mieli Włosi. W nadchodzącym japońskim Mundialu pań najkorzystniejszą drabinkę mają Japonki. A razem z nimi - Polki. W japońskiej połówce nie ma m.in. aktualnych mistrzyń i wicemistrzyń olimpijskich - Brazylijek i Amerykanek. Nie ma aktualnych mistrzyń i wicemistrzyń Europy - Włoszek i Holenderek. Nie ma też Kubanek, z którymi Polki ostatnio regularnie przegrywały. I z Niemkami, z którymi zawsze było nam ciężko. Okazuje się, że kluczowym meczem Mundialu będzie dla Polek już mecz otwarcia - 29 października, z Japonkami właśnie. Bilans ostatnich pojedynków obu drużyn jest remisowy - porażka Polek na igrzyskach, zwycięstwo w ubiegłorocznej Grand Prix, porażka w tegorocznej i wreszcie zwycięstwo Polek w Finale Grand Prix. Zwycięstwo, które pozbawiło Japonki miejsca na podium. W drugim meczu zagramy z Serbią. Serbki bronią na Mistrzostwach brązowego medalu, ale zdaje się, że najlepsze lata mają już za sobą. Występują w kobiecej Lidze Europejskiej, dwie ostatnie edycje nawet wygrały - tyle, że tam występuje siatkarski kobiecy drugi garnitur (Turcja, Bułgaria, Izrael, itp.). Na igrzyskach w Pekinie wygrały tylko z Kazachstanem i Algierią i odpadły z ćwierćfinale. Na ubiegłorocznych ME przegrały m.in. z Turcją i Niemcami i zajęły 7. miejsce. Wydaje się, że i Japonki, i Serbki są w zasięgu Polek. Potem powinno być już z górki - trzy kolejne mecze zagramy kolejno z Kostaryką, Peru i Algierią. W drugiej rundzie obowiązują ludzkie przepisy - z grupy wyjdą 4 najlepsze drużyny, wyniki meczów pierwszej rundy pozostają w mocy, trafiamy do połówki z czterema najlepszymi ekipami z grupy D: Chiny, Rosja, Korea Płd., Turcja, Dominikana i Kanada. Z Chinkami zazwyczaj przegrywamy (np. w finale tegorocznej Grand Prix), ale już z Rosją mamy ostatnio bilans dodatni (wygraliśmy np. na ubiegłorocznych ME). Reszta jest już chyba spokojnie do ogrania. Podsumowując: nawet zakładając planową porażkę z Chinkami (a przecież i z nimi zdarzało nam się w ostatnich latach wygrywać), to przy pokonaniu Japonii, Serbii i Rosji, Polki powinny się znaleźć w półfinale. Po drugie - Polki miewają przebłyski, które każą wierzyć, że są w stanie wygrywać z najlepszymi. W ubiegłorocznej Grand Prix wygrały z Chinkami. W tegorocznej - z Amerykankami. Potem, podczas finału GP, z tymi samymi Amerykankami prowadziły 2-0 i miały 4 meczbole. Urwały po secie Brazylijkom i Włoszkom. Na ME pokonały Rosjanki. Po trzecie - grają dobrze, gdy nie są faworytkami. Tak było, kiedy zdobywały tytuły Mistrzyń Europy w 2003 i 2005. Tak było w ubiegłym roku, kiedy po klęsce  Holandią nie wierzył w nie nikt. Po czwarte - wraca Małgosia Glinka. I wreszcie po piąte - bo historia lubi się powtarzać. W 2003 kiedy Polki sięgały po Mistrzostwo Europy, byliśmy w Toskanii. Dwa lata później - wracaliśmy z Hiszpanii. Teraz na weekend listopadowy 10-14 listopada też jesteśmy wyjechani. A Mundial kończy się 14 listopada. A zatem trzymajmy kciuki i oglądajmy. Pierwszy mecz 29 października.

Gol niebabol

Kiedy wydaje się, że wszystko w piłce nożnej już widzieliśmy, pojawia się coś takiego. Belfast, doliczony czas meczu Glentoranu z Portadawn, podanie do Matthew Burrowsa, który pojawił się na boisku kwadrans wcześniej... Wow, nieprawdaż? Kiedyś podobnego gola strzelił Zlatan Ibrahimović, ale stał wtedy bliżej bramki. PS. Uprzedzając tych, którzy napiszą, że to stare i już wszędzie było, odpowiadamy - nie wszędzie. U nas jeszcze nie było :-)

Nie taka to straszna klęska, jak ją malują

'Grajmy swoje, wygrajmy z Serbią, potem z Bułgarią i Kubą. I potem też.' - pisaliśmy podczas grupowego meczu z Serbią. Namawialiśmy polskich siatkarzy do niekombinowania. I Polacy nie kombinowali - być może jako jedyni ze wszystkich grających na mistrzostwach drużyn. I się na niekombinowaniu przejechali. Ale zdania nie zmieniliśmy. Bardzo dobrze, że nie kombinowali. Po kolei: Kompletnie nie rozumieliśmy pompowania balona, które opanowało media przed MŚ. W gazetach i w telewizji trąbiono hurraoptymistycznie, że jedziemy nie tylko po medal, ale może nawet po medal złoty, że jesteśmy faworytem mistrzostw. Rafał Stec w artykule o znamiennym tytule 'Do złota gotowi, start' pisał m.in.: 'Jeszcze nigdy tak głośno nie mówiło się, że stać ich na tytuł. Jeśli go zdobędą, sensacji nie będzie.' (...) W ostatnich edycjach najważniejszych imprez albo doskakiwała do podium, albo dzieliły ją od podium milimetry . (...) Gdziekolwiek spojrzymy, znajdziemy mnóstwo powodów, by wierzyć, że polscy siatkarze mają wszystko, by na MŚ we Włoszech osiągnąć spektakularny sukces. Skąd ten hurraoptymizm - Bóg raczy wiedzieć. Myśmy byli na kilka tyg. przed mistrzostwami ostrożniejsi: 'Tegoroczne osiągnięcia poza jednym towarzyskim przebłyskiem ( pojedyncze zwycięstwo nad Brazylią, przyp. mrpw ) w zestawieniu z nienajkorzystniejszym losowaniem, nie nastrajają optymistycznie. Klęska w Lidze Światowej, słabiutka postawa w Memoriale Wagnera, Żygadłogate, konflikt na linii Polsat - Castellani, kłopoty ze skompletowaniem składu, pominięcie Świderskiego, kontuzja Plińskiego.' Co zabawne - tytuł tamtej notki 'Przegrać dwa razy w grupie i zdobyć medal' okazał się (choć nie dla nas) proroczy. Serbowie przegrali już z Kanadą i Polską - i są w pólfinale. Brazylijczycy ulegli Kubie i Bułgarii - i też już grają o medale. Bułgarzy długo prowadzili z Kubą - i niewiele brakowało, żeby zostali trzecim półfinalistą z dwiema porażkami. Jedynym rodzynkiem bez porażki są Włosi, ale gospodarze akurat zawsze bywają na siatkarskich imprezach uprzywilejowani. Jasne - możemy się czepiać, że atmosferę nakręcali również zawodnicy i sam trener Castellani - ale na litość boską - podstawowym zadaniem trenera jest budowanie w zespole atmosfery, jakobyśmy mogli przenosić góry. Nawet jeśli nie możemy. Ale z drugiej strony jeszcze bardziej nie rozumiemy histerii pomundialowej i wmawiania nam, że oto byliśmy świadkami katastrofy, klęski totalnej i najgorszego międzynarodowego występu reprezentacji Polski w ostatniej dekadzie. Rafał w poodpadnięciowym tekście 'Polski siatkarz i tajemnica tajemnic' pisze m.in.: Sportowcom, którzy mierzą w złoto, nie wolno nagle, z dnia na dzień, zmaleć do rozmiarów zajęcy. (...) Czego oczekiwać od aktualnych mistrzów Europy, aktualnych wicemistrzów świata i aktualnych ćwierćfinalistów olimpijskich, których od półfinału dzieliły centymetry ? (...) We Włoszech uzyskali najsłabszy wynik na imprezie wysokiej rangi od 1998 r. Milimetry od podium zmieniły się już w centymetry od półfinału, ale nie w tym rzecz. Bo spójrzmy na tegoroczny występ w kontekście tych dwunastu lat i zróbmy sobie bilansik. Trochę dojkładniejszy od zwykłego rzutu oka na tabelę. Przyjrzyjmy się również tym występom, kiedy sięgaliśmy po medale, lub przegrywaliśmy je o milimetry / centymetry. 1999 - Mistrzostwa Europy. Nie zakwalifikowaliśmy się. Trenerem był wtedy Ireneusz Mazur. Nie awansował do ME, mając w składzie m.in. Zagumnego, Stelmacha, Murka, Świderskiego, Zagumnego, Papkego, Prusa. Na jego usprawiedliwienie trzeba dodać, że była to drużyna młoda, no i że w ME grało wówczas tylko 8 drużyn. 2000 - Igrzyska Olimpijskie. Nie zakwalifikowaliśmy się. Mazur stracił wtedy pracę. W turnieju eliminacyjnym najpierw ledwo (3-2) wygraliśmy ze słabiutką Łotwą, potem przegraliśmy z Bułgarami i Jugosłowianami. Dwie porażki. 2001 - Mistrzostwa Europy. W grupie przegraliśmy bez walki z Jugosławią, a dzień później z Włochami. W meczach o miejsca 5-8 ulegliśmy Holendrom i minimalnie pokonaliśmy Bułgarów 3-2. Trzy porażki. Zajęliśmy miejsce siódme. Drużynę prowadził wtedy Ryszard Bosek. Potem zastąpił go Waldemar Wspaniały. 2002 - Mistrzostwa Świata. Nie zakwalifikowaliśmy się. Pokonaliśmy Łotwę i Mołdawię, ale z Francją przegraliśmy 0-3. Lepszym bilansem setów wyeliminowały nas m.in. grające w innych grupach Portugalia i Chorwacja. Ale od czegóż mamy układy. Czary mary, hokus pokus i FIVB podmieniła legalnie zakwalifikowaną na Mistrzostwa Koreę Południową na Polskę. Wstydu federacji nie zrobiliśmy. Jak burza przeszliśmy przez nienajtrudniejszą grupę pokonując nie tylko Kanadę i Chorwację, ale również Włochów 3-2. No - i to by było na tyle. W drugiej rundzie najpierw ulegliśmy Rosji, potem 1-3 Portugalii. Dwie porażki i do ósemki się nie zakwalifikowaliśmy. BTW - to były bardzo podobne mistrzostwa do tegorocznych. Też jak burza przeszliśmy przez fazę grupową, też trafiliśmy na drużynę, która w swojej grupie przegrała dwukrotnie (Rosja) - z Francją i Bułgarią. Też nie kombinowaliśmy. I też skończyło się na dwóch porażkach drugiej rundzie. A cwaniaki z Rosji doszły wtedy aż do finału. 2003 - Mistrzostwa Europy. Przegraliśmy w grupie z Rosją, Holandią i Bułgarią i straciliśmy szansę na medal. Trzy porażki. Po tych Mistrzostwach pracę stracił Waldemar Wspaniały. 2004 - Olimpiada. Drużynę prowadził wówczas Stanisław Gościniak. Zacznijmy od kwalifikacji. Pierwsze przegraliśmy sromotnie, zajmując ostatnie miejsce w grupie z Rosją, Niemcami (sic!) i Bułgarią. Z Bułgarią i Rosją przegraliśmy bez walki - dwukrotnie po 0-3. Dwie porażki . Potem przydały się nasze znajomości w federacji. Nie trafiliśmy do grupy z Kubą i Hiszpanią, tylko w Porto z Wenezuelą, Kazachstanem i Portugalią. Z gospdarzami się męczyliśmy, wygraliśmy dopiero w tie-breaku, ale na igrzyska do Aten pojechaliśmy. Tam zaczęliśmy z grubej rury, roznosząc Serbów 3-0. Potem było już tylko gorzej. Z gospodarzami, Grecją, przegraliśmy 1-3. Potem z Francją aż 0-3, nie przekraczając w żadnym secie 18 pkt. Zgubiliśmy seta nawet ze słabiutką Tunezją. I wreszcie w meczu z Argentyną, kiedy wystarczało wygrać wysoko, pozwoliśmy rywalom doprowadzić do tie-breaka. Z grupy wyszliśmy na miejscu czwartym, uzyskując prawo do honorowego odpadnięcia z późniejszym mistrzem olimpijskim Brazylią. Na olimpiadzie przegraliśmy w sumie trzykrotnie. 2005 - Mistrzostwa Europy. Pierwsze pod wodzą Raula Lozano. Z grupy nie wychodzimy, przegrywamy z Rosją i Włochami, późniejszymi wicemistrzem i mistrzem, dzięki czemu ostatecznie zostajemy sklasyfikowani na miejscu piątym. Dwie porażki. 2006 - Mistrzostwa Świata. Wielki sukces Raula Lozano, srebrny medal. Ale przypomnijmy sobie otoczkę i reakcje przeciwników. Mówiło się o nas trochę tak, jak teraz o Włochach. Że mamy łatwiuteńką drabinkę, że korzystamy na ścieżce zrobionej po trosze pod gospodarzy, Japończyków. Przypomnijcie sobie naszą grupę - kolejno po 3-0 wygrywamy z takimi siatkarskimi tuzami, jak Chiny, Argentyna, Egipt, Portoryko, no i wreszcie gospodarze. Potem w drugiej rundzie - też po 3-0 z Tunezją i Kanadą. Po czym, przez kretyński regulamin, uwzględniający tylko małe punkty, okazuje się, że meczem o wszystko jest mecz z Rosją (porażka z Rosją sprawiłaby, że nawet ewentualne późniejsze zwycięstwo nad Serbią nic by nam nie dało). Pamiętacie przebieg tamtego meczu? Pamiętacie pierwsze 2 i pół seta? Pamiętacie, jak sobie wtedy radził powszechnie teraz krytykowany Mariusz Wlazły i jak go zastąpił Grzegorz Szymański? Wielki comeback, zwycięstwo nad Rosją, potem przejechaliśmy się jeszcze po Serbach i wymęczonych pojdynkami z Kubą, USA, Francją, Brazylią i Włochami Bułgarach i dopiero w finale zatrzymała nas Brazylia (w grupie uległa Francji). Tylko jedna porażka, ale sporo marudzenia rywali o łatwym losowaniu. BTW - warto tu się pochylić na chwilę nad Wlazłym, którego media czynią głównym winowajcą mundialowej klęski. Ale przecież na tych mistrzostwach był tylko rezerwowym. Fajnie, że 4 lata temu się Szymańskiemu udał mecz z Rosją, ale czy media by go masakrowały, gdyby mu się nie udało? Ano właśnie. No to Wlazły był na tych mistrzostwach takim Szymańskim. 2007 - Mistrzostwa Europy. Bez komentarza. To były te Mistrzostwa katastrofa. W grupie przegraliśmy nie tylko z Rosją, ale i z Belgią (sic!), seta zgubiliśmy nawet z Turcją, w drugiej rundzie przegraliśmy już wszystko, co było do przegrania - z Finlandią, Bułgarią i Włochami. Pięć porażek na jednej imprezie. 2008 - Olimpiada. Ale może zacznijmy od eliminacji. W pierwszej eliminacji olimpijskiej polegliśmy z Hiszpanią i Holandią. W obu przypadkach w tie-breakach. Dwie porażki . Na szczęście znowu dały o sobie znać układy w federacji. W kolejnej eliminacji nie trafiliśmy - jak Hiszpanie - do grupy z Niemcami i Kubą. Trafiliśmy na Indonezję, Portoryko, no i Portugalię. Awansowaliśmy. Ale droga do ME'2009 też była długa i wyboista. Bo zanim nadszedł wielki sukces 2009, to w turnieju eliminacyjnym polegliśmy (znów w tie-breakach) z takimi tuzami jak Czarnogóra i Estonia. Dwie porażki . Żeby pojechać na ME, musieliśmy się bić w barażach z Belgią.  Olimpiada - w grupie łatwo wygraliśmy z Niemcami, Egiptem i Serbią, potem planowo rozniosła nas Brazylia. Na koniec wygraliśmy z Rosją, ale przez gorszy bilans małych punktów, w grupie wylądowaliśmy na miejscu trzecim. No i trafiliśmy na Włochów. Były emocje, był tie break, było granie na przewagi, była wygrywająca piłka w górze. Nie udało się. Druga porażka. Ale pamiętajmy o tym, że nawet zwycięstwo nad będącymi w kryzysie Włochami nie dawało medalu. Włosi też kolejne dwa mecze przegrali i zajęli miejsce czwarte. 2009 - Mistrzostwa Europy. I wreszcie ten wielki sukces. Ale znów, tak jak przy MŚ'2006 przypomnijmy sobie otoczkę i reakcje przeciwników. Znowu było gadanie o łatwiuteńkiej drabince, zrobionej tradycyjnie pod gospodarzy, Turków. Wygrywaliśmy wszystko, choć czasem (tie-breaki z Hiszpanią i Słowacją) było bardzo ciężko. W walce o medal nie spotkaliśmy się ani z Włochami, ani z Rosją, ani z Serbią, ani z Holandią. W półfinale pokonaliśmy wymęczonych Bułgarów, w finale rozprawiliśmy się po raz drugi z Francuzami. Wielki sukces stał się faktem. 2010 - Mistrzostwa Świata, pamiętamy. Wielkie oczekiwania, trzy grupowe zwycięstwa, fajny styl i nagła zapaść w drugiej rundzie. Dwie porażki. Po co przypomnieliśmy tę przydługą analizę? Żeby udowodnić, że to wcale nie był najgorszy polski występ na dużej imprezie od 12 lat. Że do dwunastki nie awansowaliśmy? A w czymże byliśmy gorsi od imprez w 1999 i 2000, na które w ogóle nie pojechaliśmy? Albo tej w 2002, na którą pojechaliśmy po znajomości? W czymże dwie dotkliwe porażki z Brazylią i Bułgarią były gorsze od tych - też o punkty, też eliminujących z zawodów - z Jugosławią, Włochami i Holandią (2001), z Francją i Portugalią (2002), z Rosją, Holandią i Bułgarią (2003), Grecją i Francją (2004), Rosją i Włochami (2005), nie wspominając o tych z Belgią i Finlandią (2007) oraz Czarnogórą i Estonią (2008)? Przypomnieliśmy też, że - czy nam się to podoba, czy nie - w siatkówce, w której jak słusznie zapowiadał przed Mistrzostwami Castellani, jest ok. 10 drużyn, zdolnych sięgnąć po medale, liczą się również układy i szczęście w losowaniu, bo wtedy jest mniej okazji, żeby się potknąć. Mieliśmy to szczęście w 2006, mieliśmy i w 2009. W 2010 mieliśmy megapecha. Że na własne życzenie, bo podjęliśmy decyzję, że nie kombinujemy? Tak, ale wyobrażacie sobie larum, jakie by się podniosło, gdybyśmy podłożyli się Serbom, a medalu i tak byśmy nie przywieźli? A przecież w siatkówce wystarczy jeden gorszy dzień, żeby Polska przegrała z taką np. Bułgarią. Owszem - to nie jest najlepszy rok w ostatniej dekadzie historii polskiej męskiej siatkówki. Ale nie jest to też bynajmniej rok najgorszy. Jak zwykle w takich sytuacjach pojawiają się żądania głowy Castellaniego. Wojciech Drzyzga nie przesądza sprawy, ale mówi, że gdyby Castellani był Polakiem, zostałby zdymisjonowany na 100%. To nieprawda. Żaden z polskich trenerów od zamierzchłych czasów Huberta Wagnera, nie ma sukcesów porównywalnych z Castellanim, czy wcześniej Lozano. Na tegorocznych MŚ Castellani osiągnął wynik porównywalny z wynikami Mazura, Boska, Wspaniałego i Gościniaka. Wynik lepszy niż osiągnięcia Lozano na przełomie lat 2007/2008. Za to, co osiągnął w roku zeszłym - należy mu się kredyt zaufania. Zwłaszcza, że chcą tego też sami zawodnicy. Daniel Castellani musi zostać.

strona: 49