Blogi, wiadomości, randki, czat, ciekawostki, rozrywka, humor, bajki, gry, filmiki, opisy gg, wiersze
Randki Moto - oferty Rozrywka Ogloszenia Dla Dzieci




Na skróty:
Ogłoszenia Motoryzacyjne
Ogłoszenia Drobne
Dla Samotnych
Dowcipy
Wiersze
Gry
Dla Dzieci
Film Dnia

Perełki (13)

- Wolę słyszeć buczenie niż widzieć trzy gole rywali - Roberto Mancini, trener Manchesteru City, po meczu z Arsenalem (0:0). Zespół City zagrał nadspodziewanie defensywnie.

Heatlemania Story

Miami Heat nadal wygrywają. Owszem, nadal można się zżymać, że mieli stosunkowo łatwy terminarz, że czasem wygrywali szczęśliwie, że zdarzało im się głupio gubić przewagę, ale jednak 19 zwycięstw w 20 meczach i jedenaście wyjazdowych zwycięstw z rzędu musi robić wrażenie. No i robi. Bo jak łatwo policzyć - gdyby Heat grali tak przez cały sezon, to mieliby na koniec bilans 77-5 i legendarny rekord Chicago Bulls zostałby rozbity. 'The Heatles.' - mówi LeBron James - ' Everyone knows when the Beatles hit the road, it was a huge spectacle, I never compared us to how many records they sold or how world-renowned they were.'' Washington, Detroit, Cleveland, Atlanta, Milwaukee, Utah, Golden State, Sacramento, New Orleans, Cleveland, New York, Washington, Phoenix, Lakers, New York, Houston, Golden State, Charlotte, Milwaukee. Spośród 19 wymienionych powyżej zwycięstw wrażenie robi tak naprawdę tylko bożonarodzeniowa wygrana z Lakers, którzy przecież - jak podkreślają wszyscy komentatorzy - przeżywają ostatnio wielki kryzys. A mecz, który przyszło im zagrać z bardziej wymagającym rywalem - Dallas Mavericks - przegrali. Ale styczeń dla Heat też nie będzie morderczy. Teraz wprawdzie czeka ich trudna seria wyjazdowa - 5 meczów w 4 strefach różnych czasowych w ciągu 9 dni - kolejno Milwaukee, Portland, Clippers, Denver, Chicago, ale teoretycznie z każdym z tych rywali, może za wyjątkiem Byków,  drużyna kalibru mistrzowskiego powinna sobie poradzić (BTW - jeśli Heat wygrają te 5 wyjazdów, będą mieli 16 zwycięstw na wyjeździe z rzędu i wyrównają historyczny rekord Lakers z lat 70-tych). Kolejni styczniowi rywale - Atlanta, Toronto, New York, Detroit, Oklahoma i Cleveland - też nie rzucają na kolana. Na trudniejsze teoretycznie pojedynki (wyjazdy do Orlando, Bostonu i Chicago) przyjdzie czas w lutym, ale najtrudniejszy test (dwa pojedynki z San Antonio, kolejna potyczka z Orlando, rewanż z Lakers, pojedynek z Bulls) czeka w pierwszej połowie marca. Póki co - przegrali oba pojedynki z Celtics, oba pojedynki z Mavs, no i raz z Magic. Wygrali z Lakers. Ze Spurs i Bulls jeszcze nie grali. Ale zwycięska seria robi wrażenie, bo w NBA bardzo trudno jest się skupić się i wygrywać codziennie, każdemu zdarza się gorszy dzień, chwilowa zadyszka albo kontuzja w drużynie. Celtics przegrali niedawno z Detroit i Nowym Orleanem, a Spurs z Knicks i Clippers. Heat stali się po marnym początku sezonu maszynką do wygrywania, koszykówka zaczęła im sprawiać przyjemność, no i chyba wreszcie zaczęli się rozumieć i dogadywać ze swoim trenerem. Erik Spoelstra sprawił ostatnio każdemu ze swoich podopiecznych prezent noworoczny. Każdy koszykarz Heat dostał box DVD ze słynnym wojennym serialem 'Kompania braci' wraz z książką Stephena Ambrose'a. Żeby wiedzieli, że w sytuacji, kiedy wszyscy są przeciwko nim, mogą polegać tylko na sobie nawzajem. Po serii porażek w listopadzie i niekończych się drwinach Heat-haters, nietrudno było LeBronowi, D-Wade'owi i Boshowi wyzwolić w sobie motywację. Ale jak przyznaje sam Spoelstra, z każdym wygranym meczem może być coraz trudniej: 'It's hitting the reset button and recapturing that humility and hunger that we had coming out of that November Dallas game.' Wyzwanie, przed którym stoją dziś Miami Heat - to nie pozwolić temu (nomen omen) żarowi zgasnąć.

Game of opinions

Wpadam na chwilÄ™, odrywajÄ…c siÄ™ od zgoÅ‚a niepiÅ‚karskiej tematyki (choć jeden z moich rozmówców w debacie o „ZÅ‚otych żniwach”, którÄ… szykujemy do nowego numeru „Tygodnika”, mówi, że Polacy znajÄ… siÄ™ tylko na dwóch tematach: piÅ‚ce

Śpieszmy się kochać Adama, niedługo odejdzie

Adam Małysz, którego koniec niektórzy eksperci wieszczyli już po igrzyskach w Turynie, nie skończył kariery (i bardzo dobrze) nawet po wspaniałych dwóch srebrnych medalach na igrzyskach w Vancouver. Już wtedy zdecydowanie sprzeciwialiśmy się lansowaniu tezy, że Adam na igrzyskach przegrał złoto, a nie wygrał srebro i zwracaliśmy uwagę , że Małysz jest jedynym trzydziestolatkiem na olimpijskim podium w ciągu ostatnich 30 lat. Postawa Małysza w tegorocznym Turnieju Czterech Skoczni wprawia w podziw jeszcze bardziej. Bo na igrzyskach można mieć po prostu megafarta. Można trafić z formą, może złapać podmuch, można mieć dzień konia. To jest pojedynczy konkurs - mistrzem olimpijskim był niedawno Lars Bystoel, a dawno - nasz Wojciech Fortuna. Na Turnieju Czterech Skoczni przypadków nie ma. Cztery konkursy w 10 dni, rozgrywane na różnych skoczniach, w różnych warunkach. W Turniejach Czterech Skoczni na podium stają dominatorzy. Małysz przed jutrzejszym decydującym turniejem w Bischofshoefen, wskoczył na podium TCS. Przeskoczył Mattiego Hautamaeki, był przedwczoraj gorszy tylko od Thomasa Morgensterna. Nie zmienia to faktu, że z niektórych komentarzy w polskich mediach przebija rozczarowanie: Morgenstern znowu lepszy. Kolejny nokaut. Morgenstern zmiażdżył rywali. Małysz bezradny wobec formy Morgensterna. A dla nas znowu - szklanka jest do połowy pełna, a nie w połowie pusta. Małysz jest wielki, Małysz jest fantastyczny. Miesiąc temu skończył 33 lata. I jeśli utrzyma to podium w 2010, to może będzie to nawet bardziej imponujące i godne podziwu, niż triumf w 2001. Przejrzeliśmy historycznie podium Turnieju Czterech Skoczni. I jeśli niczego nie przegapiliśmy, to być może już w czwartek Małysz zostanie najstarszym 'medalistą' Turnieju Czterech Skoczni od czasów... Josefa Bradla. Nie kojarzycie Josefa Bradla? My też nie. To historyczny, pierwszy zwycięzca TCS. Wygrał w roku 1959, w wieku 35 lat. A potem stawał na podium jeszcze dwukrotnie, ostatni raz jako 38-latek. Aha, pan Bradl najbardziej jest znany z tego, że jest pierwszym skoczkiem, który przekroczył magiczną odległość 100 metrów. Od jego czasów skoki się trochę zmieniły. Po nim rzadko kiedy zdarzało się, że na podium stawali 30-latkowie. Nawet ci najwybitniejsi skoczkowie - owszem, wygrywali jako dwudziestokilkulatkowie, albo wręcz nastolatkowie. Po trzydziestce już raczej nie. Bjoern Wirkola (3 wygrane w TCS) po raz ostatni stanął na podium jako 25-latek. Jens Weissflog (4 wygrane) - ostatni raz wygrywał w wieku 31 lat. Matti Nykaenen (4 razy wygrał PŚ, 3 razy złoto na igrzyskach) - 25 lat. Sven Hannawald (jedyny, który wygrał wszystkie 4 konkursy) - ostatnie podium zaliczył w wieku 28 lat. Nawet Janne Ahonen (największa legenda TCS, 5 zwycięstw) - na podium stanął w zeszłym roku, ale był wtedy o pół roku młodszy niż Małysz dzisiaj. Inni bohaterowie naszych czasów? Goldberger - 24 lata. Hollwarth - 30 lat. Andreas Felder - 28 lat. Kazuyoshi Funaki - 22 lata. Ernst Vettori - 23 lata. Martin Schmitt - 22 lata. To nie jest sport dla starych ludzi. Chyba, że stary człowiek nazywa się Adam Małysz. A zatem cieszmy się z każdego jego występu, każdego miejsca na podium, każdego dobrego skoku. Oczywiście - Małysz znowu ma pecha. Drugi sezon pomimo podeszłego (jak na skoczka) wieku skacze fantastycznie. Ale też drugi sezon z rzędu ma do czynienia z konkurentem - mutantem, który skacze w innej konkurencji. Rok temu był to Simon Ammann, teraz - Morgenstern, który pewnie - jak kiedyś Hannawald - wygrałby wszystkie 4 zawody Turnieju, gdyby w Ga-Pa nie kazano mu skakać w chorych warunkach. Ale to nie zmienia faktu, że Adam już tyle lat jest w czubie, wciąż jest w stanie rywalizować z najlepszymi, wskakiwać na podium, walczyć o medale olimpijskie i (oby za półtora miesiąca) medale Mistrzostw Świata. Będziemy to jeszcze wspominać i do tego tęsknić, kiedy w końcu go zabraknie. Doskonale pamiętamy przecież czasy Piotra Fijasa, jedynego polskiego skoczka, któremu zdarzało się wskoczyć na podium PŚ. Kreowanemu na następcę Małysza Kamilowi Stochowi (11 razy w dziesiątce PŚ) póki co się ta sztuka jeszcze zimą nigdy nie udała. A przecież jest rówieśnikiem Morgensterna. PS. Małysz na treningu w Bischofshofen przed chdiwlą trzeci. Lepsi tylko Morgenstern i Kofler. Jutro powalczy z Hautamaekim o trzeci stopień podium. A kto wie - może postraszy Ammanna (15 pkt. przewagi) i powalczy o drugi...

Okazja do zdobycia lepszej roboty

Mariusz Pawełek właśnie odszedł z Wisły do Konyasporu, bracia Brożkowie są jedną, a właściwie już prawie dwiema nogami w Trabzonsporze. Wcześniej poznański Lech pożegnał Sławomira Peszkę. Strata rzeczonych piłkarzy to z pewnością duży ból dla kibiców obu drużyn. Szczególnie dla tych z Poznania, bo przecież Kolejorza czekają kolejne ważne boje w Lidze Europejskiej. W takich przypadkach w tyle głowy zawsze pozostaje pytanie, dlaczego klub dopuścił do odejścia swojej gwiazdy. W kontekście tego, co prezentują polskie drużyny, pytanie to zawsze wydawało się bezzasadne. Prezesi często w takich sytuacjach powtarzają słuszny pogląd, że 'z niewolnika nie ma zawodnika'. Jeden z moich kolegów swego czasu nie potrafił zrozumieć, dlaczego Maciej Żurawski odszedł z Wisły do Celiticu Glasgow. - W Krakowie był przeciez gwiazdą i czuł się jak pączek w maśle - mówił o napastniku ów człowiek. Gdyby jednak zapytać go - i każdego z nas przy okazji - czy nie skorzystalibyśmy z oferty innego pracodawcy, który proponuje lepsze warunki i znacznie wyższe zarobki, to pewnie odpowiedź byłaby jedna. Piłkarzom nie ma się co dziwić. Jeśli jest okazja zdobycia lepszej roboty, to czywistym jest, że skorzystają. Rzecz nie w tym, że piłkarze wyjeżdżają z Polski, ale w tym, czy kluby potrafią znaleźć odpowiednich zastępców. Także wśród wychowanków. Materiał opublikowany w serwisie SportSukces.pl

Chelsea liże rany

Kibiców Chelsea rozumiem dziś jak mało kto.

Najbardziej niedoceniony piłkarz świata

David Beckham wypożyczony do Tottenhamu, na dwa-trzy miesiące przerwy w rozgrywkach Major League Soccer? To może mieć sens. Po pierwsze, z powodów marketingowych.

Potworki (3) - Potworek 2010 roku

Dla obu drużyn będzie to na pewno walka o punkty - Henryk Kasperczak, ówczesny trener Wisły, podczas konferencji prasowej przed Wielkimi Derbami Krakowa w maju 2010 roku.

Przynieście nam głowę Roya Hodgsona

Jeżeli cokolwiek zdziwiło mnie dzisiejszego poranka, to fakt, że Roy Hodgson jest nadal menedżerem Liverpoolu.

Najdłuższy game winner w historii NBA?

Eksperci amerykańscy nie potrafią sobie przypomnieć game winnera oddanego z dalszej odległości, niż ten Tyreke Evansa z dzisiejszej nocy. The BDL braintrust discussed this play right after it happened, and we cannot remember a longer game-winning shot in the history of the NBA. This is, to put it mildly, one of the most improbable endings the league has ever seen. My przypominamy sobie tylko ten porównywalny rzut Chrisa Jacksona (znanego później jako Mahmoud Abdul Raouf) sprzed 18 lat. A dwa lata temu był jeszcze ten niesamowity rzut Devina Harrisa. Ale chyba rzeczywiście oba rzuty były z odłegłości bliższej niż ten dzisiejszy Evansa. Ale nawet jeśli NBA nie pamięta game winnera z dalszej odległości, to my jeden dłuższy pamiętamy. Nasz polski game winner. Jacek Krzykała, 12 lat temu.

strona: 39