Blogi, wiadomości, randki, czat, ciekawostki, rozrywka, humor, bajki, gry, filmiki, opisy gg, wiersze
Randki Moto - oferty Rozrywka Ogloszenia Dla Dzieci




Na skróty:
Ogłoszenia Motoryzacyjne
Ogłoszenia Drobne
Dla Samotnych
Dowcipy
Wiersze
Gry
Dla Dzieci
Film Dnia

Kwestionariusz Crevoisiera

Są mecze, o których wolelibyśmy nie pisać. Nie dlatego, że wynik nie przypadł nam do gustu albo że skomplikowały historię układającą się tak ładnie, jak marsz menedżerskiego Matuzalema po potrójną koronę.

Zgadu 2011

Jakimś cudem udało nam się uruchomić z końca świata. Typujemy playoffy 2011, tak jak co roku, na zgadu.pl. O tutaj. Za prawidłowy dokładny typ 3 pkt., za niedokładny prawidłowy 1 pkt. Powodzenia!  

Blogasek niezbyt aktywny

Za co przepraszamy. Ten drugi, co ze mną bloguje, poszedł wczoraj na łatwiznę i poprosił Was o głos. Ale wypada się wytłumaczyć, z czego wynika przerwa porodmanowa i brak komentarzy po zakończeniu regular season, choć przecież były czasy, że też kochaliśmy Sacramento Kings... Ten drugi wyjeżdżał służbowo za Wielką Wodę, teraz zaraz wyjedzie niesłużbowo, a może już wyjechał, na Wielką Górę. Ja też wyjechałem, albo może raczej wyleciałem. Wakacje życia, czyli m.in.: Bardzo słynny stadion w remoncie: Bardzo słynny lodowiec: Bardzo słynna góra, rzadko widoczna, nam się akurat na chwilę odsłoniła: A w planach za 2 tygodnie jeszcze mecz na żywo, na słynnym stadionie, nie w remoncie: Bo przecież marzenia trzeba spełniać. Postaramy się jeszcze coś napisać wakacyjnie, jak tylko będzie więcej internetu. Dlaczego Lufthansa suxxx, jak przypadkiem znaleźliśmy się na Commerzbank Arena, gdzie można się poczuć prawie jak w Świebodzinie, dlaczego najbezpiecznej jest tam, gdzie jest niebezpiecznie, no i jak wygląda koniec świata.

W biegu

Hej, hej - tu NBA Nie tylko NBA, ale i play offy. Jutro postaramy się coś wrzucić, ale cholera wie czy się uda, bo jesteśmy w trakcie i/lub pomiędzy różnymi eskapadami far far away. Tymczasem więc pięć pytań do Was, wyręczcie nas - jesteście niezawodni. 1. Da Bulls. For real? 2. Celtics? Powtórka z 2010 czy szybki klops? 3. Heat: jak daleko można zajść w trójkę? 4. Lakers: threepeat? 5. Sensacja pierwszej rundy to...

Powody do dumy

Czekam z tym wpisem do północy, żeby zawiesić go pod datÄ… 14 kwietnia – dokÅ‚adnie trzy lata od daty powstania bloga „Futbol jest okrutny

MU-Chelsea: prosta historia

Ci, którzy oglądają mecze w poszukiwaniu dobrej opowieści, z pewnością nie będą zawiedzeni.

Zmarła Siostra Helena Warszawska

Siostra Helena Warszawska zmarła w szpitalu w Zakopanem. Czegoś nowego tworzyć nie ma sensu, zatem odgrzewam wpis z 28. stycznia 2008 roku. Właśnie o Siostrze Warszawskiej. *** Kiedyś, gdy zawody Pucharu Świata na Wielkiej Krokwi były elementem góralskiego folkloru, kiedy zamiast Lecę, bo chcę ..., z głośników leciało W murowanej piwnicy, była tego folkloru punktem najjaśniejszym, czy raczej najbardziej jaskrawym...Jako dziecko zawsze chciałem spróbować tego, co lała skoczkom do kubeczków. Buziaka mogłem sobie odpuścić...Od kilku ładnych lat jej nie widziałem i zastanawiełem się czy w ogóle żyje...Na szczęście zobaczyłem ją przy okazji jakiejś transmisji, jak odbierała nagrodę, co to teraz wyleciała mi z pamięci.Przypomniałem sobie o niej przy okazji weekendowych, zakopiańskich zmagań skoczków. I jakby ją wywołałem, bo mignęła mi w telewizji...Wciąż w dobrej formie, choć nieco demoniczna z twarzy...Ostatnio w gazecie przeczytałem, że zakopiański Puchar Świata od trzech lat prześladuje pech... A to zawala się dach hali w Katowicach, a to Mazoch ma groiźny wypadek, a to katastrofa lotnicza...W dziwny sposób widzę związek tych wydarzeń z faktem, że siostra Warszawska, od tych kilku lat właśnie, choć zawsze obecna na konkursach, nie podchodzi już do skoczków z herbatką i uściskiem...Przecież to, z czego słynie Wielka Krokiew - a więc wspaniali kibice - pojawiło się znacznie później... Źródło: gazetakrakowska.pl

Houdini Hodgson

Po paromiesięcznej przerwie angielscy dziennikarze znów kochają Roya Hodgsona.

SÅ‚owo na „f”

Według wszelkich oznak na niebie i ziemi mecz powinien zakończyć się wynikiem 1:1, a Frank Lampard powinien uczcić pięćsetny występ w barwach Chelsea bramką z rzutu karnego. Otwieram nowy akapit, bo nie chcę powyższego prostego zdania osłabiać.

Robak WszechCzasów

Kiedy w 1990 roku po raz pierwszy dostał nagrodę dla Najlepszego Obrońcy, rozpłakał się. W piątek, kiedy Detroit Pistons uhonorowali go - dopiero po kilkunastu latach emerytury - fetą pożegnalną i zawieszeniem koszulki numer 10 pod kopułą hali, rozpłakał się znowu. Po raz kolejny rozpłacze się pewnie, kiedy latem oficjalnie wstąpi do Hall of Fame. ' I thought it was a big April Fools joke when they said they were retiring my number. I was like, 'No way'.' Dennis Rodman, koszykarz jakiego nigdy wcześniej nie było. I nigdy nie będzie. Na ceremonii pojawili się starzy przyjaciele Dennisa. Było nostalgicznie i wzruszająco. Isiah Thomas: ' He took rebounding to a totally different level. If you remember, the NBA wasn't paying for rebounders. He marketed rebounding and defense and was the first guy to get paid for it and get other people paid for it. He made defense and rebounding sexy. ' Rick Mahorn: ' We just saw this body come out of nowhere and make the block. Me and Laimbeer just looked at each other and said, 'Can you believe that?' That was a man.' Joe Dumars: ' We all have a bond that will last forever. ' Vinnie Jones: 'It's been a long time. We missed you buddy. (...) Without you, we wouldn't have won two championships. ' No i sam Dennis: 'As I've said before and I'll say again, these guys are my big brothers . (...) For some reason my career turned out to be pretty good. Thank you, Isiah, for making me cry... you damn bastard. ' Pewne rzeczy się nie zmieniają. Np. outfit Dennisa. Zamiast garniturku od Armaniego fikuśna marynara z wyszytą dziesiątką i inicjałami DR. Zamiast krawata - gustowny srebrny szal. Baseballówka i okulary przeciwsłoneczne. Tatuaże. No i kolczyki. Dużo kolczyków. Była rodzina Dennisa a on sam cieszył się, kiedy na telebimie pojawił się wspomnieniowy montaż z najlepszymi akcjami: 'It's going to be the first time they're going to see a video of their father doing something positive in life.' Córeczka Trinity nie była w stanie rozpoznać na fotografiach młodego koszykarza, bez tatuaży, bez kolczyków, w koszulce z nr 10 zamiast kolorowych strojów. 'That's your daddy.' - zapewniała mama Michelle. 'It doesn't look like him.' - odpowiedziała dziewięcioletnia Trinity. Dennis jest lepszym rodzicem od swojego ojca, który odszedł, kiedy chłopiec miał 3 lata. Tatuś zrobił jeszcze dwadzieścioro siedmioro dzieci - z czterema różnymi kobietami. Dennis nie wspomina go najlepiej: 'I haven't seen my father in more than 30 years, so what's there to miss... I just look at it like this: Some man brought me into this world. That doesn't mean I have a father.' Dennis zawsze był dziwakiem. Za niski na koszykarza, jeszcze w szkole zatrudnił się jako woźny na lotnisku w Dallas. Urósł, zaczął grać w koszykówkę i trafił do drużyny licealnej. Kiedyś zobaczył go Mark Aguirre i zdał kolegom relację: 'You guys have to see this kid down here. His game is hard to describe. He can play but he can't play. ' Pistons zaryzykowali i wybrali Rodmana w drugiej rundzie jednego z najsłabszych draftów w historii NBA (1986 - z jedynką poszedł wtedy Brad Daugherty, z dwójką ś.p. Len Bias, z trójką - Chris Washburn). Dennis oszalał na punkcie treningów. Godzinami przesiadywał na siłowni, dźwigając ciężarki i jeżdżąc na rowerku. Do domu zabierał kasety wideo. Nocami studiował sposób poruszania się najgroźniejszych rywali, żeby móc przeciwko nim lepiej bronić. I trajektorię lotu piłki po ich rzutach, żeby wiedzieć gdzie i jak się ustawić do zbiórki. Bronił i zbierał, zbierał i bronił. Był wszechstronny, nie bał się nikogo - umiał bronić każdego. Rozgrywającego, rzucającego obrońcę i centra. Johna Stocktona, Michaela Jordana i Hakeema Olajuwona. Szybko wpasował się w rodzinę Bad Boys, Pistons zdobyli dwa tytuły mistrzów NBA a on sam stał się najlepiej zbierającym i najlepszym obrońcą w NBA. Razn nawet zebrał 34 piłki w jednym meczu. Największym przyjacielem ekscentrycznego, zamkniętego, żyjącego we wlasnym świecie koszykarza, szybko stał się trzynastoletni chłopiec od podawania piłek, Peter Ginopolis. Nadawali na podobnych falach, mieli podobne zainteresowania - razem grali w gry komputerowe, razem grali na perkusji, gadali. Ojciec Petera zaczął Dennisa zapraszać do swojej restauracji na obiad i traktować jak starszego syna. Po dwóch tytułach Pistons (1989, 1990) nastały czasy wielkiej dynastii Chicago Bulls. W Detroit coś zaczęło się psuć, a kiedy odszedł mentor Dennisa, Chuck Daly, zaczęły się problemy, których efektem był transfer do San Antonio. Rodman opuszczał treningi, kłócił się z managementem i kolegami z drużyny, spóźniał się na mecze. Zawieszenia i kary nie skutkowały - Dennis ze wszystkimi się awanturował - z trenerami, z kibicami, z sędziami, z przeciwnikami. Miał myśli samobójcze, w 1993 znaleziono go na parkingu hali The Palace z naładowaną strzelbą. Tamtej nocy umarł stary Dennis Rodman, narodził się Rodman celebryta. Zaczął fiksować, imprezować, nadużywać alkoholu, drugów. Na przemian żenił się i rozwodził. Raz zaatakował z byka sędziego, kiedy indziej skopał kamerzystę. Pojawiły się tatuaże, kolczyki, dziwne kolorowe stroje, farbowane włosy. I kobiety fatalne - Carmen Electra, Madonna. Fikcyjny ślub z Rodmanem w sukni ślubnej. Burdy, awantury. I zapowiedź, że ostatni mecz w karierze rozegra nago. 'I decided that instead of killing myself I was gonna kill the impostor that was leading Dennis Rodman to a place he didn't want to go. So I just said, 'I'm going to live my life the way I want to live it and be happy doing it.'' Do Rodmana raz jeszcze uśmiechnęło się szczęście. Trafił na Phila Jacksona, jednego z dwóch ludzi w NBA, którzy byli w stanie go okiełznać i wydobyć z niego to, co najlepsze. Zdobył 3 tytuły mistrza NBA, podroczył się z Frankiem Brickowskim i Karlem Malonem, a w kluczowych momentach trafiał rzuty wolne, choć przecież wiedzieliśmy, że tak naprawdę nie potrafi tego robić. 18 lat temu, kiedy Rodman odchodził w mało przyjemnych okolicznościach do San Antonio, felietonista Detroit Free Press, Mitch Albom, pisał: 'He did a lot of crazy things, but he was never a bad person, only a dizzy one. In a better world, his jersey would hang from the rafters as one of the greatest players to ever grace the Pistons franchise. ' Dziś przynajmniej wiemy, że żyjemy w lepszym świecie. Gdyby nie Dennis Rodman, pewnie nie byłoby Fruwając pod koszem, a co za tym idzie, pewnie nie byłoby i naszego blogaska. Kiedy ten drugi, co ze mną bloguje, wpadł na pomysł cotygodniowych felietonów poświęconych niszowej koszykówce NBA, szybko napisałem pierwszy tekst. O ile dobrze pamiętam, był on poświęcony dobrze zapowiadającemu się centrowi Cleveland Cavaliers, Zydrunasowi Ilgauskasowi i jego nieustannym problemom z kontuzjami stóp. Ten drugi, co ze mną bloguje, doszedł (słusznie) do wniosku, że jak już sobie wybraliśmy niszową ligę, to może przynajmniej temat sobie wybierzmy mniej niszowy, bo nikt tego nie zechce przeczytać. I przerobił na dłuższy tekst kawałek, który oryginalnie miał się znaleźć w czymś, co później nazwaliśmy kroniką towarzyską. Tak powstał felieton 'Dawać Robaka' (zapowiadający przygodę Dennisa z Dallas) - i dalej już się to jakoś potoczyło. Bo Dennis już wtedy, choć nikomu jeszcze się nie śniło o blogowaniu, youtubie, facebooku i twitterze, rozumiał, że koszykówka i NBA to przede wszystkim rozrywka: ' All I wanted to do was run up and down the floor and entertain the fans. I don't know if I deserve this. You would think you retire the numbers of people who were like the top scoring guys and people like that. Not me. I was like the number four or five guy.' Za 4 tygodnie Dennis skończy 50 lat. 'Nie spodziewaliście się, że tyle pociągnę? Ja też nie. Ale jest OK.' - mówi. Ten drugi, co ze mną bloguje, też będzie miał w tym roku okrągłe urodziny. Ciekawe, prawda? 'As I've said before and I'll say again, these guys are my big brothers?.' Rodman said, fighting tears. 'He took a chance on me, took John Salley in front of me. For some reason my career turned out to be pretty good.' From The Detroit News: http://detnews.com/article/20110401/SPORTS0102/104010455/Emotional-Dennis-Rodman-has-Pistons-number-retired#ixzz1IeSFA6hZ

strona: 29