Blogi, wiadomości, randki, czat, ciekawostki, rozrywka, humor, bajki, gry, filmiki, opisy gg, wiersze
Randki Moto - oferty Rozrywka Ogloszenia Dla Dzieci




Na skróty:
Ogłoszenia Motoryzacyjne
Ogłoszenia Drobne
Dla Samotnych
Dowcipy
Wiersze
Gry
Dla Dzieci
Film Dnia

Ach tak! Finał Pucharu Polski...

Zdaje się, że wczoraj był finał Pucharu Polski. Tak coś mi przemknęło w radiu podczas powrotu z pracy. No i właśnie do tego wciąż doprowadza się walkę o trofeum, które jest wprawdzie obok ligi, ale też cholernie ważne. Przecież zwycięzca reprezentuje nas w europejskich finałach. Anglicy traktują FA Cup niemalże na równi z Premier League. Małą sensacją jest, gdy trener powie, że na pucharze jego drużynie nie zależy. A finał? Oczywiście na Wembley, w obecności reprezentanta rodziny królewskiej. Zresztą na Wembley grywało się nawet finały baraży o czwartą ligę. Z szacunku do futbolu. A w Polsce? Finał Pucharu Polski wyznaczono w środku tygodnia (co ja mówię? środek? początek!), na godzinę 18.00, kiedy spora część ludzi albo jeszcze jest, albo dopiero wraca z pracy. I myśli raczej o wieczornym spotkaniu Barcelony z Chelsea w półfinale Ligi Mistrzów. 10 tysięcy widzów na finale walki o legendarne polskie piłkarskie trofeum to smutny obrazek. Puchar Polski nie doczekał się nawet oficjalnej strony internetowej. Może trzeba było pójść za ciosem i jako finał zaliczyć wynik wiosennego meczu ligowego Legii z Ruchem? Przecież wcześniej i takie przypadki w naszym futbolu się zdarzały.

Metta World War

Jak myślicie, na ile meczów zostanie zawieszony Metta World Peace? Zwycięzca (czyli osoba, która jako pierwsza udzieli w komentarzach poprawnej odpowiedzi) otrzyma tytuł MiniJasnowidza Supergiganta. I dostanie dodatkowy, bonusowy punkt w Wielkiej Lidze Jasnowidzów, jeśli oczywiście brał w niej udział. Trzeba oczywiście trafić dokładną liczbę meczów, w których Metta World Peace nie zagra w wyniku wczorajszego faulu. Normalnie za łokieć dostaje się mecz, dwa kary. Ale to był łokieć Metta World Peace'a. No i nie wiadomo, czy i ile meczów będzie musiał w wyniku uderzenia opuścić James Harden. Wiele lat pracował Ron Artest aka Metta World Peace, żeby udowodnić wszem i wobec, jak bardzo się zmienił. Wczoraj w ciągu ułamka sekundy wszystko zaprzepaścił.

Anatomia zwycięzcy

A więc nie widziałem tego, co pewnie wszyscy widzieliście. Nie widziałem, bo choć przez ostatnich parę dni nadal zajmowałem się piłką nożną (w dodatku poniekąd piłką angielską), to zostałem skutecznie odciągnięty od wydarzeń bieżących.

Za 3 punkty, #11

1. Niezłe numery: 19-10 - bilans Phoenix po Meczu Gwiazd. Suns wskoczyli dziś w końcu na upragnione ósme miejsce, gwarantujące awans do playoffs. Gortat 14/14. Niesamowity mecz, bodaj 24 zmiany prowadzenia, trochę kontrowersyjnych decyzji sędziowskich na korzyść Phoenix w końcówce (phantom foul na Gortacie w końcówce?) ale Suns objęli prowadzenie po wolnych Nasha na 25 sek. przed końcem i już go nie oddali. Wtorek 24 kwietnia - wtedy się wszystko rozstrzygnie. Suns jadą do Salt Lake City i bezpośredni mecz zadecyduje o tym, kto będzie nr 8. Z gry wypadają powoli Rockets - przegrali dziś po dogrywce must win w Nowym Orleanie. 2. Niesamowite, jak zniknął Blake Griffin. 14 pkt. w pierwszej kwarcie. 2 pkt. w pozostałych trzech kwartach. 2 pkt. z wolnych. Suns zaczęli go bronić znacznie agresywniej. Złota myśl, dialog w studiu po meczu. Barkley: 'Shaq, what you gotta do, when they start fouling you hard?'. Shaq: 'You gotta foul them back!'. Barkley: 'Thank you very much!' 3. Wyjaśniło się chyba, dlaczego Dwight Howard podjął decyzję o pozostaniu w Orlando. Głupio byłoby rozpoczynać przygodę u nowego pracodawcy od operacji pleców. Howard nie zagra już w tym sezonie, nie zagra również na igrzyskach. A statement game w Miami wygrali Heat 83-72. Bulls znowu bez Derricka Rose'a, Heat bez Chrisa Bosha. Kwestia numeru 1 na Wschodzie jeszcze nie jest rozstrzygnięta, Byki mają jedną porażkę mniej i zostały im do rozegrania mecze z Dallas, Indianą (wyjazd) i Cleveland.

Siem wzruszyliśmy...

Najtrudniejsza praca na świecie. I najlepsza praca na świecie.

Za 3 punkty, #10

1. Ciekawy pojedynek o Home Court Advantage na Zachodzie. Spurs (45-16) grają u siebie z Lakers, Cavs i Blazers, potem na wyjeździe z Suns i Warriors. I mają o jedną porażkę mniej niż Thunder (45-17), którzy najpierw wyjeżdżają do Kings i Lakers, potem u siebie z Kings i Nuggets. Suns przegrali planowo z Thunder ale ponieważ przegrali również Rockets (z Clippers), niewielkie szanse na awans do playoffs wciąż są. Jeśli wygrają u siebie z Clippers i Nuggets, meczem o wszystko będzie wyjazdowy mecz z Utah. 2. Niezłe numery: 22/11/11 - triple double Pau Gasola a Lakers bez Kobego wygrali z Golden State. Paul Pierce godnie zastąpił kontuzjowanego Rajona Rondo - 14 (!) asyst i wygrana z Magic. 3. Kronika towarzyska: wesoło w Charlotte. Konsekwentnie kroczą ku najgorszemu bilansowi w historii NBA (wygrali po raz 18. z rzędu) a w dodatku media ujawniły, że po niedzielnym meczu w szatni doszło do szarpaniny pomiędzy trenerem Paulem Silasem i Tyrusem Thomasem.

Didier, kilka lat później

Football, bloody hell... Wszyscy wiedzieliśmy, że tak to będzie wyglądało.

Za 3 punkty, #9

1. Suns zrobili swoje i wygrali z Portland. Gortat 20/10, cała drużyna 60% z gry. Suns są już o włos od ósmego miejsca ale czeka ich teraz najtrudniejsza seria meczów. Kolejno Thunder, Clippers, Nuggets u siebie, Jazz na wyjeździe, Spurs u siebie. Rockets mają terminarz łatwiejszy: Mavericks, Hornets, Warriors, Heat, Hornets. Jazz również: Blazers, Magic, Suns, Blazers. 2. Trzy dogrywki w meczu Jazz - Mavericks. Dirk rzucił 40 pkt., ale Al Jefferson odpowiedział 28 punktami i 26 zbiórkami i Jazz wygrali. A w pojedynku potencjalnie najciekawszym, Clippers pokonali Oklahomę 92-77. 3. Zmarł Dwayne Schintzius, były zawodnik NBA. Od trzech lat walczył z białaczką. W latach 90-tych tułał się między Spurs, Kings, Nets, Pacers i Clippers. Kariery w NBA nie zrobił, zapamiętaliśmy go głównie z charakterystycznej fryzury. Kiedy trafił do Spurs, menedżer Bob Bass, kazał mu ściąć włosy. Schintzius to zrobił, po czym wysłał fryzurę Bassowi pocztą. Niedługo potem został sprzedany.

Bez tytułu

Ktoś niedawno na mnie narzekał, że zamiast kibicować, wybrzydzam na swoją drużynę. Że sprawiam wrażenie, jakby futbol mnie już nie cieszył.

Rocznica tragedii na Hillsborough

Oczywiście, że nie pamiętam tamtych wydarzeń. Byłem przedszkolakiem i nawet nie wiem czy mówiło się o tym w Polskich mediach. Czytając o tym po latach zachodzę w głowę, jak takie coś było możliwe w 1989 roku. Czyli w czasach nowoczesnych i cywilizowanych. W dodatku w cywilizowanym kraju. Na stadionie Sheffield Wednesday Liverpool walczył z Nottingham Forest w półfinale Pucharu Anglii. Tysiące kibiców 'czerwonych' chciało dopingować swą drużynę. Jednak procedura 'odprawy' fanów przy bramach stadionu przedłużała się. Zniecierpliwienie narastało tuż przed pierwszym gwizdkiem, gdy na boisko obie drużyny już wybiegły. A fani, którym udało się wejść na stadion wcześniej, przywitali ich brawami. W końcu ochrona zdecydowała się otworzyć bramę, zamiast wpuszczać pojedynczo przez kołowrotek. Tłum wpadł na trybunę, na której już było ciasno. Ci, którzy stali najbliżej murawy zostali przyparci do muru. Przez zadeptanie i uduszenie zginęło 96 osób, a ponad 700 zostało rannych. Mecz przerwano po 6 minutach.  Teraz w wielkiej piłkarskiej Europie to już chyba niemożliwe. Kilka lat temu pełen podziwu patrzyłem na ewakuację stadionu Santiago Bernabeu. Ktoś w czasie meczu zadzwonił z informacją o bombie. W ciągu dwóch minut 80 tysięcy ludzi po prostu wyparowało. W Polsce jesteśmy świadkami historii, bo przecież u nas, wraz z powstaniem kolejnego  nowoczesnego stadionu, jest tak samo. Bogu dzięki, bo jeszcze w 2006 roku mogliśmy mieć powtórkę z Hillsborough. Prywatnie, z przyjaciółmi, wybrałem się na Stadion Śląski, na mecz Polska-Kolumbia. Na pożegnalny występ kadry Janasa przed Mistrzostwami Świata w Niemczech. Na mecz, w którym Kuszczak puścił słynnego babola. Bilety tanie jak barszcz. PZPN chciał, żeby przyszło jak najwięcej ludzi. Mecz już trwa, a my wraz z kilkoma tysiącami innych ludzi wciąż w kolejkach do kasy. A potem do wejścia na trybuny. Niby kibicujemy jednej drużynie, ale wszyscy się kłócą i przepychają. Gdy teraz czytam o wydarzeniach z Sheffield, myślę sobie: w Chorzowie mogło być podobnie. Może nie z niemal setką zabitych, ale podobnie. Pchając się do bram nie wiedzieliśmy przecież, że Polska przegra 1:2. źródło: telegraph.co.uk

strona: 2