Przedzierając się przez rozkopane Rondo Ofiar Katynia w Krakowie spotkałem znajomego Amerykanina, który postanowił zamieszkać w Polsce na zawsze. Było to w połowie prac remontowych i nie wiadomo, kto miał gorzej: kierowcy stojący w korkach czy piesi brodzący w błocie i biegający dookoła w poszukiwaniu przejścia przez ulicę. - Idę piechotą, bo jest szybciej niż autobusem - mówi znajomy. - Nie chcę cię straszyć, ale tak będzie jeszcze przez rok. Mają opóźnienie w budowie - odpowiadam - Ale w końcu to zrobią i będzie super! Dla kolegi zza oceanu najważniejszy jest efekt. Nieważne kiedy - ważne, by się poprawiło. W Polsce myśli się inaczej. Najpierw zmuszą się inwestora, aby zadeklarował jak najkrótszy czas realizacji. A potem punktuje się niedotrzymanie obietnicy z dokładnością do jednego dnia. Mało tego - w trakcie realizowania inwestycji monitoruje się postęp prac i sprawdza czy gołym okiem widać, że zdążą czy też nie. I to właśnie dlatego inwestorzy, politycy i urzędnicy robią wszystko, aby pokazać, że zdążyli. Nawet jeśli wyjdą na durniów. Ogłoszono, że stadion narodowy jest gotowy i zorganizowano koncert. Ale Superpucharu Polski rozegrać się już nie da. Czyli na stadionie piłkarskim nie może się odbyć mecz. Obyłoby się bez awantury, gdyby budowniczy spokojnie mogli doprowadzić inwestycję do końca. Bez presji polityków chcących się wypromować i bez ciśnienia w postaci zaplanowanych meczów Wisły z Legią i Polski z Portugalią. Swoją drogą nie widzę powodu, aby meczem otwarcia musiał być akurat Superpuchar. Czy nie lepiej z tradycją rozgrywania go na Narodowym poczekać do końca Euro? Po takiej imprezie, rozpoczęcie nowego sezonu ligowego właśnie Superpucharem byłoby bardziej uzasadnione. Ktoś jednak powie, że przed Mistrzostwami Europy trzeba stadion przetestować pod kątem 'meczu podwyższonego ryzyka'. Jeśli takim ma być Superpuchar - to na Narodowy chyba nie zasługuje...
Piłkarski stadion gotowy. Tyle że nie do rozegrania meczu.
Poleć niniejszy materiał







