Linsanity
Randki Moto - oferty Rozrywka Ogloszenia Dla Dzieci




Na skróty:
Ogłoszenia Motoryzacyjne
Ogłoszenia Drobne
Dla Samotnych
Dowcipy
Wiersze
Gry
Dla Dzieci
Film Dnia


Linsanity

Long time no see :-) Dziś jest najgłośniejszym nazwiskiem w NBA. Bożyszczem Nowego Jorku i Azji, najczęściej tweetowanym, facebookowanym a jego imię i nazwisko jest najczęściej wpisywane w googla i odmieniane przez wszystkie przypadki. A jeszcze tydzień temu nikt o nim nie słyszał. Jeremy Shuhao Lin. Pierwszy Amerykanin chińskiego / tajwańskiego pochodzenia w NBA. Ale zacznijmy od początku. 2006: Jeremy Lin marzy o stypendium uczelni UCLA. Pisze CV podsumowujące osiągnięcia naukowe, znajomy znajomego przygotowuje montaż jego najlepszych akcji koszykarskich z liceum i nagrywa to na DVD. Jeremy wysyła wszystko w paczce do Los Angeles. Nic z tego nie wychodzi, UCLA nie jest zainteresowana, Lin trafia na Harvard, uczelnię bez większych tradycji koszykarskich, która stypendiów sportowych nie oferuje. Tu trzeba się przede wszystkim uczyć a po godzinach się w koszykówkę raczej nie grywa. Dwa lata wcześniej starszy o 4 lata od Lina inny student Harvardu, niejaki Mark Zuckerberg, stworzył po godzinach mały serwis społecznościowy i nazwał go thefacebook. Lato 2010: Jeremy Lin kończy studia na Harvardzie, zostaje magistrem ekonomii z bardzo przyzwoitą średnią. Nie gorzej idzie mu na parkiecie koszykarskim: kończy sezon ze średnimi  statsami 16,4 pkt., 4.4 zb., 4.5 as., 2.4 przechwyty, 1.1 bl. Ale na NBA ?wyniki Lina nie robią wrażenia. Podczas draftu bezskutecznie czeka na wywołanie swojego nazwiska. Harvard od ponad 50 lat nie miał swojego człowieka w NBA, zanosi się na to, że jeszcze trochę poczeka. Ostatnim koszykarzem z równie prominentnej uczelni był Chris Dudley (absolwent Yale, obecnie polityk, półtora roku temu o włos przegrał wybory na Burmistrza Oregonu). Lin wspomina, że nie najlepiej wypadał na przeddraftowych workoutach, rozgrywanych często jeden na jednego, dwóch na dwóch, czy trzech na trzech. Tłumaczy, że znacznie lepiej czuje się w tradycyjnej rywalizacji pięciu na pięciu. Wtedy najlepiej widać, jaki jest wszechstronny i jak zespołowo potrafi grać. Uznania w oczach skautów nie znalazł ale latem udało mu się na krótko zaczepić w Dallas Mavericks. Pograł trochę w lidze letniej w Vegas, uwagę ekspertów zwrócił zwłaszcza występem przeciwko Wizards, gdzie stanął naprzeciwko nr 1 draftu - Johna Walla. Wall zdobył wprawdzie 21 pkt. ale trafił tylko 4 z 19 rzutów. Publiczność przyszła na mecz fetować Walla ale to popisy Lina oklaskiwali w czwartej kwarcie. A dziennikarze pisali: 'The kid from the Ivy League refused to back down from the YouTube sensation and while Wall walked away with the highlight reel, Lin walked away as the fan favorite.' Marzenie się spełniło. Występ przeciwko Wallowi wywarł wystarczające wrażenie i Lin dostał oferty od Mavs, Lakers i Warriors. Zdecydował się wybrać Golden State, bo proponowany kontrakt był na 2 lata. Za ćwierć miliona dolarów rocznie. Tak wspomina Lin: '[The matchup with Wall] was by far the biggest thing for me in terms of my stock and everything. Just thank God for a perfect performance on a perfect night. There are a lot of things you can't control but I fully believe that was a blessing from God . The timing of that was unbelievable.' Amerykańscy Azjaci od razu go pokochali, podpisał kontrakt z Nike, udzielał mnóstwa wywiadów, każde jego pojawienie się na parkiecie wywoływało owację ale zdawał sobie sprawę, że w drużynie, w której grają Monta Ellis i Stephen Curry na pierwszą piątkę nie ma raczej co liczyć. 'Obawiam się, że nie wystąpię w tym roku w Meczu Gwiazd' - uprzedzał. I rzeczywiście - spędził sezon na przemian w Warriors i drużynie rezerw, w sumie zagrał w 29 meczach, zdobywając średnio 2,6 pkt., 1,2 zb. i 1,6 as. przy skuteczności 38,9%. Potem był lokaut, a zaraz po lokaucie Lin został zwolniony. Warriors czyścili salary cap, żeby móc zaoferować kontrakt centrowi Clippers, DeAndre Jordanowi. Jordan podpisał potem z nimi czteroletni kontrakt na 43 mln dolarów, dzień później Clippers ofertę wyrównali i Warriors zostali z niczym. A Lin został bezpośrednio z tzw. waivers zatrudniony przez Houston Rockets. W Houston też długo miejsca nie zagrzał - po dwóch tygodniach, w Wigilię, został zwolniony, żeby zrobić miejsce w składzie dla centra, Samuela Dalamberta. To były chyba najgorsze Święta w jego życiu ale 27 grudnia, też bezpośrednio z waiverów, zatrudnili go New York Knicks. Kontuzji kolana doznał Iman Shumpert, nowo zatrudniony Baron Davis też jeszcze nie doszedł do siebie, Lin miał być polisą ubezpieczeniową, kimś takim jak dziś Tomasz Kuszczak w Manchesterze United, bo przed nim w kolejce do pierwszej piątki byli jeszcze Toney Douglas i Mike Bibby. Trener Knicks, Mike D'Antoni przyznawał, że niewiele wie o aktualnej formie Lina i nie robił mu wielkich nadziei na grę: 'We picked up Jeremy Lin off of waivers as a backup point in case . He went to Harvard so he might be the smartest guy we have. We haven't seen him for a couple of years but when we worked him out we liked him. (...) 'If somebody wakes up with a cold he's playing a lot. If not, then we'll see.' Jeremy wiedział, że o występy może być jeszcze trudniej niż w Warriors, ale specjalnego wyboru nie miał a jego agent mówił: 'What better place to show what he can do, than on the biggest stage in basketball?' Początki rzeczywiście nie były łatwe. W pierwszym meczu (przeciwko dawnym kolegom z Golden State) zagrał pół minuty i spudłował jedyny rzut. W drugim - 10 sekund dłużej - znów spudłował jedyny rzut ale za to trafił oba wolne. W trzecim zagrał już prawie 4 minuty ale z efektem podobnym - jedyny rzut niecelny, do tego 2 straty i 4 faule. Potem w protokole zazwyczaj trafiały mu się skróty DNPCD (did not play, coach's decision) oraz Inactive. Przez pierwszy miesiąc zdobył 17 pkt., 4 zb. i 5 as. - w sumie. Na chwilę został nawet odesłany do rezerw w lidze NBDL. W Erie BayHawks zagrał tylko jeden mecz, zaliczył triple double i od razu został wezwany z powrotem. Ale i tak mało kto go kojarzył. ' Everytime i try to get into Madison Square Garden, the security guards ask me if im a trainer LOL ' - napisał na facebooku 4 lutego. I właśnie wieczorem 4 lutego nastąpił przełom . Knicks grali z prowadzonymi przez Derona Williamsa New Jersey Nets, trener Mike D'Antoni dał szansę Linowi wcześniej niż zwykle. 25 pkt., 5 zb., 7 as., tylko 1 strata, świetna obrona przeciwko Williamsowi (trafił 7 z 19 rzutów) i wygrana Knicks pomimo problemów z faulami Amare Stoudemire'a i fatalnego występu Carmelo Anthony'ego (3 z 15 rzutów). Publiczność skandowała 'Jeremy! Jeremy!' a z głośników popłynął 'Jeremy' Pearl Jam. ?It?s like I?m still kind of in shock about everything that happened but I?m just trying to soak it all in right now.?? - mówił po meczu Lin. W nagrodę dwa dni później Lin zagrał już w pierwszej piątce, w meczu z Utah Jazz (z Devinem Harrisem). Knicks grali bez Amare Stoudemire (jego brat zginął w wypadku samochodowym) a Carmelo Anthony doznał kontuzji pachwiny i pograł tylko 5 min. Ale show znowu należał do Jeremy'ego: 28 pkt. i 8 zb. (rekordy kariery), pierwsza w karierze celna trójka i zwycięstwo Knicks, więc ośmioma stratami nikt się specjalnie nie przejął. 'I'm riding him like freakin' Secretariat.' - śmiał się D'Antoni. Serwisy społecznościowe eksplodowały. Fanpage Lina na facebooku ma już 136 tys. fanów (w tym ponad 40 tys. aktywnych), jego ostatni wpis ma ponad 14000 like'ów i 1800 komentarzy, hashtag #Linsanity na twitterze jest najbardziej trendy, liczba followers konta JLin7 na twitterze urosła w ciągu kilku dni pięciokrotnie (już ponad 75 tys.). Miliony obejrzały filmiki z Linem na youtubie, kolejne miliony wpisywały jego imię i nazwisko na Sina Weibo, chińskim twitterze, jakiś raper nagrał już piosenkę w hołdzie Linowi. W dzisiejszych czasach stajesz się megagwiazdą w ciągu kilku dni, czy nawet kilku godzin. Dziś w nocy w Waszyngtonie, Jeremy zarządził po raz trzeci z rzędu. 23 pkt., 4 zb., 10 as. (rekord kariery),  trzecie kolejne zwycięstwo Knicks, no i pierwszy w karierze slam dunk.  ?Just one of those in-a-moment things. I think they messed up on their coverage, so I was able to get free.?? - cieszył się Jeremy. ?Jeremy przyjmuje całe zamieszanie wokół swojej osoby z uśmiechem i stoickim spokojem. ' God is good during our ups and our downs!' - napisał na facebooku. 'Congrats to @ landryfields for making it to the rookie soph game!! Can someone tell me why @ i_am_iman not in it????' - pyta na twitterze. Cieszy się, że po ostatnich meczach Knicks zagwarantowali jego kontrakt, że będzie go stać żeby wyprowadzić się od brata, u którego spał na kanapie. Podkreśla, że gdyby nie został koszykarzem, byłby pastorem ale zapowiada, że o karierze pastora pomyśli po zakończeniu kariery. Na każdym kroku dziękuje Bogu a jego twitterowy profil jest opatrzony jest takim obrazkiem: Jutro do Nowego Jorku przyjeżdża Kobe Bryant i spółka. Na spotkanie z Golden State Jeremy będzie musiał poczekać do przyszłego sezonu. Ale mówi, że dobrze ich wspomina i że jest im bardzo wdzięczny za to, że go w grudniu zwolnili. PS. Przepraszamy za długą przerwę. Najpierw były wakacje, potem bolesny powrót do rzeczywistości a przesiadka z plus 35 stopni Celsjusza na minus 20 spowodowała krótkie przeziębienie. Ten drugi może coś pobloguje, ale dopiero jak ruszy nowy sezon F1, więc blogowanie i tłumaczenia na mojej głowie. Być może pora zamknąć bloga - rozważymy to. Ale więcej tłumaczeń nie będzie. Mogę tylko obiecać, że na kolejną notkę poczekacie krócej niż na tę.

Poleć niniejszy materiał

Dodaj komentarz:

Imie


Tresc