Niespełna dwa lata temu, kiedy Allen Iverson rozstawał się w przykrych okolicznościach ze swoim pierwszym i ostatnim klubem NBA, Philadelphią 76ers, poświęciliśmy mu tekst pt. 'Jak oni upadają.'. Tekst kończył się informacją o pozwie rozwodowym wniesionym przez żonę Iversona, Tawannę i smutną przepowiednią jego dalszych losów: Jeśli Tawanna Iverson chce zapewnić swoim dzieciom przyszłość, musi się spieszyć. Homies Iversona i sam Allen na pewno szybko zadbają o roztrwonienie majątku (w sumie zarobił w karierze ponad 200 milionów dolarów), jeśli już tego nie zrobili. W ubiegłym roku siedziałem w Katowicach blisko Iversona i mogłem mu się poprzyglądać. Nie znam się na biżuterii i dobrach luksusowych, ale złoto naprawdę kapało. Zegarek, sygnety, kolczyki, łańcuchy - to wszystko wyglądało na warte setki tysięcy dolarów, może więcej (mówiłem, że się nie znam). Przypomniała mi się też historia sprzed lat, jak Allen, czy któryś z jego kumpli nie mogli sobie po imprezie przypomnieć, gdzie zaparkowali samochód. Więc udali się do salonu i kupili nowy. Tak będzie wydawał pieniądze Allen Iverson, dopóki będzie je miał. Resztę przegra w kasynach, zbankrutuje i może zaczepi się - jak ostatnio Antoine Walker - w lidze portorykańskiej za kilka, może kilkanaście tysięcy dolarów. Albo jak Stephon Marbury - wyjedzie do Chin. A windykatorzy zlicytują i jego zegarek, i te kolczyki, i łańcuchy, i sygnety, dom i wszystkie samochody - jak jacht Latrella Sprewella albo mistrzowskie pierścienie Randy Browna. Mnóstwo byłych koszykarzy kompletnie nie potrafi sobie poradzić z życiem po NBA. Przyjaciel i doradca Iversona, Gary Moore, mówi: 'Just pray for us. Please pray for us. We need all the prayers we can get.' Modlitwa to dla Iversona jedyna nadzieja. Co się wydarzyło przez te 2 lata? Mniej więcej to, co napisaliśmy (włącznie z najnowszym newsem o próbie załapania się do ligi portorykańskiej). Co jakiś czas pojawiały się informacje, że Allen chce podjąć jeszcze jedną próbę powrotu do NBA. Iverson latem 2010: 'I want to return to the NBA this season, and help any team that wants me, in any capacity that they feel that I can help. I'm disappointed and I owe my fans more than what they have seen of me the last couple seasons. However, now that my family is healthy and rock solid, I can concentrate fully on doing what I do best! ' Iverson latem 2011: 'It's me. That's what gives me confidence. I know what I can do. Everybody in the world knows what I can do. Everybody knows what I can do on the basketball court. Just give me a training camp . Maybe I've rubbed people the wrong way as far as saying the things I've said in my life and in my career. But if any team needs me to help try and win a championship in any capacity, I'm waiting. I'm fine and I'm looking forward to getting back on a team and being productive like I have been my whole career.' Iverson wygłaszał swoje politycznie poprawne formułki, agenci rozpuszczali wici, wykonywali 30 telefonów ale zdesperowanych partnerów chętnych do eksperymentu nie znajdowali. Owszem, trochę kasy udało się Iversonowi jeszcze zarobić. Jesienią 2010 podpisał dwuletni kontrakt na 4 mln dolarów z tureckim Besiktasem Stambuł. Z dwóch lat wyszły dwa miesiące, okazało się, że Besiktas ma problemy z wypłacalnością, Iverson doznał kontuzji łydki, musiał poddać się operacji i wrócił do Ameryki. Informacja o tym, co było nieuchronne od dwóch lat, pojawiła się kilka dni temu. 'Diamonds, it turns out, really are not forever.' - napisał Bill Lyon, felietonista Philadelphia Inquirer, który przez lata przyglądał się karierze Iversona. Allen zadłużył się u jakiegoś jubilera na 860000 dolarów. Osiemset sześćdziesiąt tysięcy dolarów. U jubilera. Tak jak pisałem dwa lata temu, nie znam się na biżuterii, u jubilera byłem chyba raz w życiu - kiedy kupowałem obrączki ślubne. Ale okazuje się, że złoto i diamenty, którymi był obwieszony Iverson wtedy w katowickim Spodku, wyceniłem całkiem umiejętnie. Anyway, Iverson nie spłacił tego rachunku na 860 tys. więc sędzia z Georgii zajął jego konto bankowe. 155 milionów dolarów. Tyle zarobił Iverson w karierze na parkiecie. Jeśli dodać do tego kontrakty reklamowe, wyjdzie sumka grubo ponad 200 mln. Dziś Allen Iverson jest bankrutem. Zaraz po informacji o bankructwie, pewnie żeby ją przykryć, pojawił się jeszcze jeden news. Zdesperowany Iverson deklaruje, że zagra wszędzie - w lidze rezerw NBDL, w lidze portorykańskiej albo w lidze wenezuelskiej - byle tylko się raz jeszcze pokazać i może udowodnić, że coś jeszcze jest wart. Pewnie chce pójść śladem Jeremy'ego Lina, który zagrał raz w NBDL, zaliczył triple double, po czym wrócił do Knicks a reszta jest historią. Problem w tym, że ani rezerwy Los Angeles Lakers, z którymi toczono rozmowy, ani portorykańska liga Baloncesto Superior Nacional, w której bezskutecznie próbowali się odrodzić m.in. Marcus Fizer, Antoine Walker i (ze skutkiem śmiertelnym) Robert Tractor Traylor, ani wenezuelski klub Guaros de Lara nie są zainteresowani. Chętnych na Iversona brak. 'The only thing that's imminent is Allen's desire to show people that he's still got a lot to offer on the basketball court, even if it's just helping young guys learn from the mistakes he made. ' - donoszą zdesperowane źródła zbliżone do Iversona. Fajnie - tyle, że do tego akurat nie trzeba z nim podpisywać kontraktu koszykarskiego. W takiej roli Chicago Bulls zatrudnili swojego ex-bankruta, Randy'ego Browna (jego mistrzowskie pierścienie zajął komornik), który spotyka się z młodymi Bulls i ostrzega ich przed tym, jak łatwo i szybko można wydać to, co się w ciągu całej kariery zarobiło. Jak udało się Iversonowi roztrwonić te dziesiątki milionów? Cóż - zawsze miał dużo kumpli i dobre serce. Uważał, że to, kim jest i co osiągnął - zawdzięcza rodzinie i ziomkom. I że musi im się za to odwdzięczać, odwdzięczać i odwdzięczać bez końca. Stare afrykańskie przysłowie, które uwielbiał przypominać Dikembe Mutombo mówi: 'When you take the elevator to the top from the bottom, don't forget to send the elevator back down. ' Tyle, że Mutombo nawiązywał do tego przysłowia, uzasadniając działalność fundacji swojego imienia, budując szpitale i przeznaczając miliony dolarów na walkę z biedą w Kongo. Iverson pewnie też znał przysłowie o odsyłaniu windy z powrotem na dół. Tyle, że on w zgodzie z tym powiedzeniem wraz z kilkudziesięcioma pasożytującymi na nim ziomalami z lat młodzieńczych imprezował i podróżował, szalał w kasynach, kupował im samochody i bilety lotnicze w biznesklasie, obwieszał ich drogą biżuterią, złotem i diamentami. Bill Lyon: ' A.I. said: 'They made me.' He meant they had protected him from all of the casual violence, especially in the early days, allowing him to get where he was. Literally, they kept him alive. And he owed them. One night, during the playoffs, in a hotel suite darker than a coal mine at midnight, you saw the depth of his debt: There were bodies everywhere in that suite, all the furniture occupied, the floor, too, the snoring rivaling a 747 takeoff.' Iverson uważał, że to jego ziomale zrobili z niego milionera. Dziś ci sami ziomale zrobili z niego zero. PS. Linsanity trwa. Jeremy Lin wystąpi podczas Weekendu Gwiazd. Na Mecz Gwiazd jest już za późno ale Lin wystąpi jako pomagier Imama Shumperta w Konkursie Wsadów i jako główna atrakcja w konkursie Shooting Stars (to ten, w którym do kosza z różnych miejsc próbują trafić ex-gwiazda (Pat Ewing, please!!!), kobieca gwiazda i męska gwiazda). Jedno jest pewne - to będzie najbardziej wyczekiwany i nahypowany Shooting Stars w historii. Oby się skończył celnym rzutem Lina z połowy boiska i zwycięstwem Nowego Jorku.
Czasem nie lubimy mieć racji
Poleć niniejszy materiał







